Title copy goes here

Zauważyłam,że do pewnych kolorów wraca się wtedy, gdy wszystko inne zaczyna męczyć. U mnietak właśnie było z różem. Przez lata traktowałam go jak wybór „awaryjny”.Bezpieczny, przewidywalny, trochę bez historii. A jednak im dłużej obserwujęsiebie, tym częściej widzę, że róż pojawia się w momentach, gdy potrzebujęspokoju i prostoty.Pedicuredługo był dla mnie tylko dodatkiem do listy spraw do załatwienia. Ma byćestetycznie, równo i na tyle neutralnie, żeby pasowało do wszystkiego. Dopieroz czasem zaczęłam zauważać, jak bardzo kolor wpływa na odbiór całości. Róż,szczególnie w stonowanych odcieniach, nie dominuje. Raczej łagodzi. Sprawia, żenawet zwykły dzień wydaje się trochę bardziej uporządkowany.Najbardziej przekonująmnie te wersje różu, które balansują na granicy neutralności. Pudrowe, lekkomleczne, czasem wpadające w beż. Taki pedicure rozowy nie narzuca nastroju, tylkodelikatnie go wspiera. Widziałam wiele inspiracji, gdzie róż nie był głównymbohaterem, ale tłem dla formy, światła i detali. I właśnie to wydało mi sięnajbardziej trafne.

Get Started